Spirytyzm ma długą tradycję. Jedną z metod komunikacji z duchami jest wykorzystanie tzw. tablicy Ouija, zwanej też planszą Ouija. Nazwa pochodzi najprawdopodobniej z połączenia dwóch słów: francuskiego „oui” oraz niemieckiego „ja”, oznaczających „tak”.

Początki tablicy Ouija sięgają XIX w.; czasów, gdy seanse spirytystyczne zyskały ogromną popularność. Działo się to w epoce, gdy średnia długość życia na świecie wynosiła mniej więcej połowę dzisiejszej, a około 30 proc. dzieci nie dożywało piątych urodzin. Wojna secesyjna w Stanach Zjednoczonych, która wybuchła w 1861 r., podsyciła jeszcze chęć kontaktu z utraconymi bliskimi. Jak grzyby po deszczu zaczęły pojawiać się seanse spirytystyczne prowadzone przez amatorskie bądź profesjonalne media. To właśnie w takiej atmosferze ktoś wpadł na pomysł tablicy, która pozwalałaby każdemu komunikować się z duchami we własnym domu.

Tożsamość wynalazcy tablicy Ouija jest kwestią sporną, ale wiadomo, że w 1891 r. Elijah J. Bond z Baltimore w stanie Maryland otrzymał patent na „mówiącą tablicę”, który wkrótce odstąpił Williamowi Fuldowi, a ten zbił fortunę na sprzedaży produkowanych masowo egzemplarzy.

W gruncie rzeczy tablica Ouija była grą salonową. Wywoływanie duchów odbywało się bowiem głównie w salonach domów w XIX i na początku XX w. Jednakże gra czy nie gra, tablica Ouija miała i wciąż ma rzeszę zwolenników, którzy nadal wierzą, że jest bramą do zaświatów.

Jak to działa? W podstawowej wersji na tablicy bądź planszy są wydrukowane litery alfabetu, cyfry, symbole oraz słowa „tak” i „nie”. Kilka osób uczestniczących w seansie trzyma wskaźnik (np. odwrócony do góry dnem talerzyk lub kieliszek). Ktoś zadaje pytanie, a wówczas wezwany duch, za pośrednictwem osób trzymających wskaźnik, „wskazuje” poszczególne znaki, które następnie składają się na odpowiedź, jakiej rzekomo udzielił.

Nie da się ukryć, że użycie tablicy Ouija dostarcza dreszczyku emocji i fascynacji. Choć wielu ludzi w XIX w. słono płaciło za udział w seansach spirytystycznych w desperackiej próbie usłyszenia głosu zmarłej bliskiej osoby, inni – być może nawet większość uczestników seansów – prawdopodobnie uważali je za upiorną formę domowej rozrywki w epoce sprzed telewizji satelitarnej.

Gdyby gracze świadomie poruszali wskaźnikiem, aby napisać słowa, nie działoby się nic szczególnego. Sukces seansu wynika z faktu, że odbywa się to niezależnie od woli poszczególnych uczestników. Jednoczesny udział kilku osób sprawia, że ruchy wskaźnika stają się nieprzewidywalne. Dlatego tablicę Ouija uznaje się za przykład automatyzmu, w którym wykonujemy coś bez towarzyszącej temu intencji, niejako bezwiednie. Od samego początku ruchu spirytystycznego automatyzm był powiązany z hipnozą, radiestezją, pisaniem automatycznym i wieloma innymi zjawiskami paranormalnymi.

Jak wyjaśnić ruchy wskaźnika, jeśli odrzucimy możliwość autentycznej rozmowy z duchem? Brytyjski lekarz i fizjolog William B. Carpenter (1813–1885) zasugerował, że ludzie mają trzy rodzaje odruchów, z których żaden nie wiąże się ze świadomą wolą. Odruchy pobudzająco-motoryczne są kontrolowane przez rdzeń kręgowy i odpowiadają za oddychanie i połykanie. Następnie odruchy sensoryczno-motoryczne, które kontrolują naszą reakcję zaskoczenia na głośny dźwięk. Wreszcie odruchy ideo-motoryczne, które angażują mózg, ponieważ są stymulowane przez idee i emocje, ale wywołują działanie bez angażowania świadomej woli.

Te ostatnie odruchy, zwane efektem ideomotorycznym, Carpenter uznał za odpowiedzialne za ruchy wskaźnika na tablicy Ouija. Jego zdaniem, uczestnicy seansu wykonują mimowolne ruchy, kierując się autosugestią.

XIX-wieczni naukowcy prowadzili badania ideomotoryczne w laboratoriach. Jednym z najbardziej znanych był amerykański psycholog polskiego pochodzenia z Uniwersytetu Wisconsin, Joseph Jastrow, który wynalazł automatograf. Zamontował on szklaną płytę na stole, umieszczając na niej trzy polerowane mosiężne kule, a następnie kładąc drugą taflę szkła na tychże kulach. Do górnej tafli szkła przymocowano metalowy pręt z rysikiem na jednym końcu, który zapisywał każdy ruch na kawałku papieru, tworząc automatogram. Wyniki badań wykazały, że gdy uczestnik położył dłoń na górnej szklanej płycie, bardzo trudno było mu utrzymać urządzenie nieruchomo dłużej niż kilka sekund. Między uczestnikiem a automatografem umieszczono duży ekran, aby człowiek nie mógł widzieć ruchów rysika, a uczestnika poproszono o trzymanie automatografu jak najbardziej nieruchomo. Automatograf ujawnił szereg efektów ideomotorycznych. Na przykład, gdy uczestnik został poproszony o pomyślenie o budynku sąsiadującym z laboratorium – jednocześnie próbując utrzymać automatograf nieruchomo – jego ręka poruszała się w kierunku sąsiedniego budynku. Innego uczestnika poproszono o schowanie noża gdzieś w laboratorium, a następnie myślenie o nim podczas próby utrzymania automatografu w bezruchu. W tym przypadku ręka uczestnika poruszała się w kierunku, w którym ukryty był nóż. Żaden z uczestników nie odczuł tych ruchów, ponieważ byli skupieni na próbie utrzymania automatografu nieruchomo. Implikacje dla ruchów konwencjonalnej planszy podczas sesji z tablicą Ouija były oczywiste.

Jednak efekt ideomotoryczny nie jest jedynym wyjaśnieniem magii tablicy Ouija. Dla uzyskania efektu ideomotorycznego potrzebna jest tylko jedna osoba. Automatograf Josepha Jastrowa kierowany był jedną ręką, gdy wskazywał w stronę ukrytego noża. Jednak tablica Ouija wymaga udziału dwóch lub więcej osób. Gdy w czynność zaangażowanych jest więcej niż jedna osoba, związek między poczuciem robienia czegoś a samą czynnością ulega zatarciu. Dana osoba może przyczyniać się do ruchu wskaźnika, ale zarazem przypisywać swoje działania jednej z pozostałych osób zaangażowanych w czynność lub nawet czynnikowi nadprzyrodzonemu.

Amerykański psycholog Daniel Wegner nazwał to projekcją działania, a przypadek Mądrego Hansa był jednym z najbardziej spektakularnych przykładów. Mądry Hans był słynnym koniem, który, według jego trenera, emerytowanego berlińskiego nauczyciela matematyki Wilhelma von Olstena, potrafił myśleć i liczyć. Gdy Hansowi zadawano pytanie, nawet skomplikowane, na przykład, ile to jest dwie piąte plus jedna druga, wystukiwał odpowiedź kopytem. Wielu ekspertów uważało, że Hans posiadał rzeczywiste zdolności intelektualne, ale wszystko się zmieniło, gdy psycholog Oscar Pfungst zaczął przeprowadzać systematyczne testy i odkrył, że Hans reagował na nieświadome sygnały od swojego trenera. Pfungst ustalił, że Hans otrzymywał prawidłową odpowiedź tylko wtedy, gdy pytający znał rozwiązanie problemu, a koń widział pytającego. Doszedł do wniosku, że gdy Hans zbliżał się do odpowiedniej liczby stuknięć, pytający wykonywał nieświadomy gest lub ruch, który skłaniał konia do zatrzymania się. Relacja między pytającym a uczniem w przypadku Mądrego Hansa jest klasycznym przykładem projekcji działania.

W przypadku tablicy Ouija nadprzyrodzona aura otaczająca tę grę zachęca do rzutowania działań graczy na istotę nadprzyrodzoną – ducha.

Obserwując ludzi korzystających z tablicy Ouija, można spostrzec, że uważnie się w nią wpatrują. Doświadczenia wykazały, że jeśli Ouija używają osoby z zawiązanymi oczami, produkują bełkot, co wydaje się przeczyć poglądowi, że to duchy kontrolują wiadomości.

W jednym z badań grupa naukowców rejestrowała ruchy gałek ocznych osób grających na tablicach Ouija. Naukowcy założyli uczestnikom okulary z maleńkimi kamerami. Kamery były podłączone do komputera, który rejestrował, w którą stronę tablicy patrzy każdy z graczy. W rezultacie możliwe było określenie, czy patrzą w te punkty na tablicy, gdzie następnie trafiał wskaźnik. I rzeczywiście tak było. Na przykład przed „mimowolnym” przesunięciem wskaźnika do litery „B” gracze patrzyli na „B” na planszy. Co więcej, w miarę jak wybierano kolejne litery, ruchy oczu graczy stawały się coraz dokładniejsze, co oznacza, że gracze zaczynali przewidywać już cały sens wypowiedzi „ducha”.

Doświadczenia wykazały również, że najlepsze odpowiedzi otrzymywali ludzie, którzy szczerze wierzyli, iż tablica Ouija może służyć do kontaktowania się z bytami takimi jak duchy, zjawy, demony, anioły itp. Pokazuje to dobitnie, jak mocno nasze przekonania na temat danej sytuacji mogą wpływać na to, co widzimy i co robimy, nawet nieświadomie.