Na ogół pojęcie „problemu peryferyjnego” odnosi się do obszarów o ograniczonym znaczeniu dla stabilności centrum władzy, których ewentualna destabilizacja nie zagraża integralności państwa ani jego podstawowym interesom strategicznym. Z tej perspektywy pytanie, czy Tybet i Xinjiang są dla Chin problemami peryferyjnymi, jest w istocie pytaniem o naturę samego państwa chińskiego: czy jest ono jednolitym państwem narodowym, czy raczej imperium o silnie zróżnicowanej strukturze etniczno-terytorialnej.
Tybet i Xinjiang – odległe geograficznie, odmienne kulturowo i religijnie – pełnią w Chińskiej Republice Ludowej podobną funkcję: są przestrzeniami, w których władza testuje granice kontroli, asymilacji i cierpliwości świata. Choć Pekin przedstawia je jako „odwieczne części Chin”, oba regiony pozostają nierozwiązanym pytaniem o to, czym w istocie jest chińska jedność.
Zarówno Tybet, jak i Xinjiang zostały włączone w obręb państwa chińskiego w drodze ekspansji imperialnej dynastii Qing w XVIII w. Nie były one historycznie integralną częścią rdzenia cywilizacji Han, lecz obszarami pogranicza, zamieszkanymi przez ludy o odmiennej kulturze, religii i strukturze społecznej. W obu przypadkach relacje z Pekinem miały charakter niestabilny i pośredni aż do XX w. Nowoczesne państwo chińskie – najpierw republikańskie, następnie komunistyczne – odziedziczyło więc peryferia bez zakorzenionej lojalności politycznej.
Historia relacji Chin z Tybetem i Xinjiangiem przebiegała innymi ścieżkami, lecz prowadziła do tego samego punktu. Tybet przez wieki funkcjonował jako religijno-polityczna osobliwość, związana z imperium luźnymi więzami patronatu. Xinjiang – dawny Wschodni Turkiestan – był obszarem pogranicza, zamieszkiwanym przez ludy tureckie, włączanym do Chin falami ekspansji i utraty kontroli.
Decydującym momentem była konsolidacja władzy komunistycznej po 1949 r. Tybet został „wyzwolony” w imię rewolucyjnego postępu, Xinjiang – zabezpieczony jako strategiczny bufor i zaplecze surowcowe. Od samego początku różnica w traktowaniu obu regionów była widoczna: Tybet stał się problemem ideologicznym i symbolicznym, Xinjiang – przede wszystkim bezpieczeństwa. Ta różnica z czasem zaczęła się jednak zacierać.
Chińska Republika Ludowa przejęła imperialne dziedzictwo Qingów, zachowując ich granice, lecz próbując nadać im nową ideologiczną legitymację. W tym sensie problem Tybetu i Xinjiangu nie jest anomalią, lecz konsekwencją imperialnego charakteru nowoczesnych Chin, które formalnie odrzucają imperializm, lecz faktycznie go kontynuują.
Z punktu widzenia bezpieczeństwa państwowego Tybet i Xinjiang mają znaczenie nieproporcjonalnie większe niż wskazywałaby na to ich gęstość zaludnienia czy poziom rozwoju gospodarczego.
Tybet stanowi bufor strategiczny wobec Indii i całej Azji Południowej. Kontrola Wyżyny Tybetańskiej oznacza dominację nad „dachem świata”, kluczowym obszarem hydrologicznym Azji (źródła Indusu, Brahmaputry, Mekongu i Jangcy). Utrata realnej kontroli nad Tybetem oznaczałaby osłabienie chińskiej pozycji w rywalizacji z Indiami.
Xinjiang graniczy z ośmioma państwami Azji Centralnej i Południowej oraz jest kluczowym węzłem inicjatywy „Pasa i Szlaku”. To także region o znaczeniu energetycznym i militarnym, pełniący funkcję zaplecza strategicznego dla zachodniego teatru operacyjnego Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej. W tym sensie oba regiony są filarem chińskiej strategii bezpieczeństwa, a nie jej marginesem.
Najistotniejszym powodem, dla którego Pekin nie może pozwolić sobie na realną autonomię Tybetu i Xinjiangu, jest obawa przed precedensem. Każde ustępstwo w tych regionach mogłoby uruchomić efekt domina, podważając fundamentalną zasadę KPCh: absolutną integralność terytorialną państwa. Problem ten ma bezpośrednie przełożenie na inne wrażliwe kwestie, przede wszystkim Tajwan, Mongolię Wewnętrzną i Hongkong (już częściowo „rozwiązany” poprzez demontaż autonomii). Tybet i Xinjiang są zatem poligonem polityki centralizacji, a nie jej ubocznym obszarem.

W Tybecie władza uderzyła w religię jako fundament tożsamości. W Xinjiangu – w etniczność i islam. Narzędzia są inne, logika podobna. Sinizacja edukacji, masowa inwigilacja, kontrola instytucji religijnych, migracja ludności Han, redefinicja „ekstremizmu” tak szeroka, że obejmuje codzienne praktyki kulturowe. Tybet był poligonem miękkiej kontroli; Xinjiang stał się laboratorium twardej represji, z systemem obozów „reedukacyjnych” jako jego najbardziej radykalnym przejawem.
Różni się także reakcja świata. Tybet, z Dalajlamą jako globalną ikoną, funkcjonuje w sferze moralnej. Xinjiang – mimo licznych raportów o masowych naruszeniach praw człowieka – długo pozostawał tematem technicznym, trudnym do przełożenia na prostą narrację. W obu przypadkach skutki są podobne: oburzenie bez realnych konsekwencji, sankcje symboliczne, dyplomacja ostrożnych gestów.
Skala represji stosowanych w Xinjiangu sama w sobie dowodzi, że Pekin nie traktuje tego regionu jako drugorzędnego. Państwa nie inwestują ogromnych zasobów administracyjnych, technologicznych i propagandowych w obszary peryferyjne.
Podobnie w Tybecie: kontrola instytucji religijnych, ingerencja w proces reinkarnacji lamów oraz militaryzacja regionu wskazują, że stawką jest pełna kontrola nad tożsamością i lojalnością ludności, a nie jedynie utrzymanie porządku publicznego.
W oficjalnej narracji Pekinu zarówno Tybet, jak i Xinjiang są przede wszystkim problemem bezpieczeństwa. Separatyzm, ekstremizm i „ingerencja sił zewnętrznych” stanowią triadę pojęć uzasadniających nadzwyczajne środki. Z punktu widzenia teorii reżimów autorytarnych mamy do czynienia z sekurytyzacją tożsamości: religia, język i odrębność kulturowa zostają przekształcone w zagrożenia dla państwa.
Różnica polega na intensywności zastosowanych instrumentów. Tybet jest obszarem kontroli prewencyjnej: stałej obecności aparatu bezpieczeństwa, ograniczeń religijnych i symbolicznej autonomii. Xinjiang natomiast stał się przestrzenią kontroli totalnej, z rozbudowanym systemem nadzoru cyfrowego i masową ingerencją w życie prywatne. W ujęciu politologicznym Xinjiang reprezentuje stadium zaawansowanej sekurytyzacji, Tybet – stadium utrwalonej dominacji.
Z perspektywy geograficznej Tybet i Xinjiang leżą na obrzeżach Chin. Z perspektywy politycznej i strategicznej są jednak obszarami, na których najwyraźniej ujawnia się lęk chińskiego centrum przed dezintegracją.
Ich „problemowość” nie wynika z oddalenia, lecz z faktu, że kwestionują one podstawowy mit państwowy ChRL: narrację o historycznej jedności wieloetnicznego narodu chińskiego. To właśnie tam władza musi stosować najbardziej brutalne i kosztowne mechanizmy kontroli, co jest cechą obszarów kluczowych, a nie marginalnych.
Tybet i Xinjiang nie są więc dla Chin problemami peryferyjnymi ani w sensie strategicznym, ani politycznym czy symbolicznym. Przeciwnie – są one egzaminem z trwałości chińskiego projektu państwowego, testem zdolności KPCh do utrzymania imperialnej integralności w warunkach nowoczesnego świata.
Można wręcz postawić tezę, że to właśnie na „peryferiach” decyduje się przyszłość chińskiego centrum. Dlatego Pekin nie może – i nie zamierza – traktować Tybetu i Xinjiangu jako kwestii drugorzędnych, niezależnie od kosztów międzynarodowych i wewnętrznych, jakie taka polityka generuje.
Reakcja społeczności międzynarodowej ujawnia ograniczenia liberalnego ładu. Mimo deklaratywnego potępienia naruszeń praw człowieka, realne działania są ograniczone. Z punktu widzenia teorii realizmu potwierdza to tezę o prymacie interesów nad normami, zwłaszcza w relacjach z mocarstwem systemowym. Akceptacja przez społeczność międzynarodową skrajnych form kontroli wewnętrznej w imię stabilności osłabia uniwersalność norm praw człowieka i sprzyja ich relatywizacji.
Czy Tybet i Xinjiang zagrażają światowemu pokojowi? Nie w sposób bezpośredni. Ale razem pokazują coś znacznie bardziej niepokojącego: normalizację logiki, w której bezpieczeństwo i rozwój usprawiedliwiają niemal wszystko. Jeśli świat akceptuje obozy reedukacyjne jako „wewnętrzną sprawę”, a kontrolę religii jako element stabilności, to granice dopuszczalnego przesuwają się cicho, lecz nieodwracalnie.
Tybet i Xinjiang są więc nie tylko peryferiami Chin. Są peryferiami globalnego sumienia. Miejscami, gdzie rozstrzyga się, czy w XXI w. różnorodność jest jeszcze wartością, czy już tylko problemem do zarządzania.