Klimatyzacja samochodowa powodem rosnących obaw naukowców.
Badacze uważają, że substancje stosowane w systemach klimatyzacji niemal wszystkich nowych modeli samochodów mogą stanowić zagrożenie dla środowiska i zdrowia ludzi.
Chemikalia te, uznawane za „przyjazne dla ozonu”, zastąpiły substancje, które szkodziły warstwie ozonowej. Zmniejszyło to ryzyko rozrastania się tzw. dziury ozonowej. Jednakże pojawił się inny problem.
Kanadyjscy naukowcy, badający próbki lodu z Arktyki z lat 90. XX w., stwierdzili drastyczny wzrost poziomu krótkołańcuchowych kwasów perfluoroalkilo-karboksylowych (scPFCA), które stanowią pochodne głównej substancji czynnej w klimatyzatorach samochodowych. Ich stężenie jest dziesięciokrotnie wyższe niż przed podpisaniem tzw. protokołu montrealskiego – zawartego w 1987 r. porozumienia zobowiązującego kraje do ograniczenia stosowania chemikaliów chlorofluorowęglowych (CFC), które do tego czasu powodowały degradację warstwy ozonowej.
Rosnąca dziura ozonowa nad Antarktydą została wykryta w połowie lat 80. XX w. Jak stwierdzono, powodem niszczenia warstwy ozonowej były przede wszystkim – stosowane powszechnie w chłodnictwie, klimatyzacji, jako rozpuszczalniki i aerozole – CFC. W ramach starań o zastąpienie CFC producenci samochodów na całym świecie zgodzili się na zastosowanie innego płynu chłodzącego w klimatyzacji, o nazwie HFC-134a, który został wprowadzony w 1992 r. Chociaż był mniej szkodliwy dla warstwy ozonowej, okazał się bardzo silnym gazem cieplarnianym, około 1400 razy efektywniejszym niż CO2. Dlatego firmy samochodowe w USA i Europie wycofały się z jego stosowania. Od roku 2017 w samochodach używa się innego płynu, o nazwie HFO-1234yf.
Chociaż ta substancja chemiczna nie uszkadza warstwy ozonowej i nie jest gazem cieplarnianym, to jej rozkład powoduje wytwarzanie się krótkołańcuchowych PFCA. Są to substancje bardzo trwałe, gromadzące się w środowisku i mogące przemieszczać się w atmosferze na wielkie odległości. Zanieczyszczają więc nawet odległe od cywilizacji obszary i już tam pozostają. Powodują tym samym nieodwracalne skażenie i mogą wpływać na zdrowie zwierząt lądowych i wodnych. Związki te należą do tej samej klasy, co substancje perfluoroalkilowe (PFAS), czasami nazywane „wiecznymi chemikaliami”.
Te długożyciowe chemikalia znajdowane są wszędzie, począwszy od mebli czy odzieży, a na opakowaniach żywności i wodzie pitnej kończąc. Ich rola w zapadalności na poważne choroby, w tym na raka czy uszkodzenia wątroby, nie jest do końca znana, ale niepokój z tym związany rośnie. PFAS znaleziono w organizmach mieszkańców Chin, można więc domniemywać, że są obecne w ciałach ludzi na całym świecie.